O moich korzeniach
RSS
piątek, 25 maja 2007
Sprostowanie
Jesli chodzi o synagoge w Genewie, to po pierwszych wiadomosciach prasy mowiacych o "bardzo mozliwym umyslnym spaleniu synagogi", wczoraj wieczorem, po zbadaniu miejsca przez policje naukowa komunikat mowil juz o " nie wiadomej jak narazie przyczynie pozaru, jako ze prawdopodobnie pozar zaczal sie przy tablicy elektrycznej" czyli ze mozliwe jest ze ten pozar jest zupelnym przypadkiem..... Ufff..... Wniosek (dla Sawickiej i dla prasy ): Retournez dix fois votre langue dans votre bouche avant de parler czyli przekrec dziesiec razy jezykiem w ustach przed mowieniem......
11:21, sawicka02
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 maja 2007
Nawet tutaj.....
Dzis rano podpalono Synagoge na ulicy Malagnou w Genewie. W tym tak spokojnym , bez konfliktowym miescie.... Bez komentarzy...... Jest mi tak baardzo smutno......
08:12, sawicka02
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 listopada 2006
Iskierka milosci

Nie wiem kiedy, ale ktoregos dnia "obudzilam sie" wiedzac (tak gleboko, w samym srodku siebie samej) ze kazdy z nas rodzi sie "gleboko dobrym czlowiekiem".

Nowo urodzone dziecko przychodzi na ten swiat po to by byc kochynym i kochyc innych. Ten sam noworodek staje sie potem dzieckiem, nastolatkiem i doroslym czlowiekiem. JEST TO CALY CZAS TEN SAM CZLOWIEK, Z TYMI SAMYMI MARZENIAMI.

Oczywiscie ze od pierwszych minut zycia ta nasza chec kochania i bycia kochanym jest nastawiona na tysiace, miliony nieudanych prob, upadkow, odrzucen. Te wszystkie "przeciwnosci" losu nas ksztaltuja, rodza w nas samozachowawczy system obrony. Czasami moze to byc niesmialosc, uleglosc, czasami agresywnosc i chec zadania bolu innym.

W kazdym z nas to pierwsze najwazniejsze uczucie to milosc. Potem by bronic tej milosci , kiedy czujemy sie zagrozeni uzywamy WSZYSTKICH srodkow obrony jakie tylko mozemy znalezc na okolo siebie.

Ja pierwsza bede sie bila jesli ktos chcialby zagrazac moim bliskim lub mnie. Wyrzucilam tez z mojego zycia osoby ktore mnie nie interesuja, ktore mnie nudza, ktore mi przeszkadzaja . Moze dlatego moge sobie pozwolic na luksus patrzenia dalej niz glupota i probowanie odszukania tej "pierwotnej iskierki milosci" w kazdym. Jeszcze raz podkreslam ze proba wytlumaczenia co kieruje czynam kazdego z nas nie jest w zadnym wypadku proba wybaczania. Jestem odpowiedzialna za to co robie, nawet i zwlaszcza jesli kalecze kogos w imie obronny innych.

Od zawsze czytalam ksiezki na temat II wojny swiatowej. Zawsze interesowala mnie historia ludnosci cywilnej w tym okresie. Potem kiedy juz "wiedzialam" o przezyciach mojego Taty jeszcze bardziej rzucilam sie w historie tych co przezyli Shoah. Czytac ich historie, odnajdywac w kazdej z nich kogos kto z pozorow jest katem i nagle przez kilka minut, dni staje sie znow "Czlowiekiem" ( Milicjant zydowski w historii mojego Taty, oficer niemiecki w "Pianiscie", etc.)i sprawia ze ratuje innego czlowieka mnie zawsze fascynowalo. Im wiecej czytam lub slucham tych historii ( z kazdej mozna by bylo robic ksiazke lub film) tym bardziej wierze w "iskierke milosci".

 Kiedy czytam ksiazki Nathalie Zajde o tromatyzmie Shoah ktory moze przechodzic z pokolenia na pokolenie, nie tylko znajduje w nich pomoc i identyfikacje z innymi osobami takimi jak ja ale tez nadzieje ze mozna naprawic ten tromatyzm. I ze leczac swoje rany mozna sie otworzyc dla innych i pomoc im w leczeniu ich ran. Brittany nie boj sie czytac ksiazek o Shoah, znajdziesz w nich tylko historie innych ludzi pelna emocji i milosci. A emocje sa jedna z najwazniejczych czesci naszego istnienia. Lepiej je ujarzmiac niz od nich stronic.

Ps: I znowu dzis jest "kawiarniana psychologia". Nic nie szkodzi.

09:34, sawicka02
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 06 listopada 2006
Esencja zycia

Najpierw myslalam ze jestem jedyna corka "Survivor of Shoah" ktora tez z powodu Shoah cierpi.

Potem znalazlam ksiazki Nathalie Zajde : "Enfant de survivants" (Dzieci tych co przezyli) i "Guerir de la Shoah" (Wyleczyc sie z Shoah). Nathalie Zajde jest profesorka psycholigi klinicznej na Uniwersytecie Paris-VIII i zalozycielka pierwszych "groupe de paroles" czeli "Kol slow" dzieci Tych co przezyli. W grupach tych bardzo rozni ludzie, w roznym wieku, o roznych zainteresowaniach, z roznych grop spolecznych mowili o tym co ich laczy: jedno lub oboje rodzicow przezylo Shoah. Slowa wypowiedziane tam pelne byly bolu i milczen, pelne smutku za swiatem ktory juz nie wroci, za rodzinami ktorych nigdy nie poznamy, za milczniem naszych bliskich za ich niewypowiedzianym bolem.Te grupy pozwolily ich uczestnikom sie poznac , sie rozpoznac, skonstruowac na nowo, lub po raz pierwszy ich przynaleznosc, ich korzenie.

Skontaktowalam sie z Pania Nathalie Zajde , majac nadzieje ze pozwoli mi sie Ona skontaktowac z innymi osobam , podobnymi do mnie i zyjacymi niedalko. Mialam nawet nadzieje ze tego rodzaju "kola slow" istnieja gdzies blisko. Niestety, nic takiego nigdzie blisko nie istnieje. poczulam sie (jak zwykle) samotna i obca.

Potam byl pierwszy blog. Nie chcialam na poczatku w ogole wspominac o moich korzeniach. Balam sie ze zostane odrzucona, wysmiana. Nie dziwcie sie. Nie wiem co czul moj Tata zaraz po wojnie kiedy ostal sie sam bez nikogo. Wyobrazam sobie ze czul ze mowienie o swoim pochodzeniu znaczy smierc. On nigdy o tym nie mowil, ale ja tak to sobie wyobrazam.I tak juz to we mnie zostalo.

Potem, zrozumialam ze moje korzenie to moja esencja i ze musze o nich pisac.

Potem byla i jest Zydoweczka http://zydoweczka.blox.pl/html, jest Kakofonia http://haderech.blox.pl/html, jestescie WY WSZYSCY . Powoli blogowe kolo slow sie rodzi.

Ciesze sie ze moge z kims podzielic moje (niestety nadal) bolesne ale i jak ciekawe korzenie.  Ciesz sie ze nie czuje sie juz samotna .Moze kiedys sie wylecze ?

22:00, sawicka02
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 października 2006
Zyczenia

http://fzp.jewish.org.pl/news//fullnews.php?id=920

To jest dobra wiadomosc !!!!!

Sie znaczy polskie , zydowskie zycie sie normalizuje!!!!! Czego i Panstwu i sobie zycze!

20:23, sawicka02
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 października 2006
Wstyd

http://zydoweczka.blox.pl/html. Tam sobie wpadlam tak szybciutko, tuz przed skonczeniem pracy. Bardzo Ja lubie i strasznie jestem szczesliwa bo wiem ze nie jestem sama na tym swiecie i ze inne osoby takie jak Ona juz wrocily i mnie przez to tez pomagaja wracac do naszj religi i kultury.

Wracajac do domu w samochodzie nagle zaczelam sie wkurzac na Hanule1950 i tych ktorzy tam sie u niej podpisali pod zdjeciem.

Jest mi po prostu smutno, jest mi po prostu wstyd ze w moim kraju  nadal tego rodzaju ludzie istnieja!!!

Jak mozna wytlumaczyc za w kraju w ktorym jest tak malo Zydow jest tak duzy antysemityzm?

Jak wytlumaczyc ze w kraju gdzie zylo i jeszce zyje tak duzo "Sprawiedliwych" ktorzy ukrywali i ratowali Zydow w czasie wojny istnieje antysemityzm.

Jak tlumaczyc ze Tata prosi mnie zebym nie nosila gwiazdy Dawida jako wisiorka gdy chodze po ulicach Warszawy , bo boi sie ze ktos mnie bedzie szykanowal!

Jak sie potem dziwic ze kiedy bylam mloda wstydzilam sie byc tym kim jestem, Zydowka!

Jak sie dziwic ze chcialam byc jak inni, ze nie chcialam by mnie pokazywano palcami bo bylam jedna jedyna w klasie ktora nie chodzila na lekcje religi.

Jak sie dziwic ze dzis "rzyczliwi ludzie" prosza Zydoweczke na zmiane nazwy, bo to slowo tak jakos dziwnie brzmi?

Jest mi wstyd za nas wszystkich. Za mnie bo kiedys nie mialam odwagi byc kim jestem, za innych bo sie mnie pytali "Dlaczego twoj Tata ma taki semicki wyglad?".

Wstyd mi bo jest z tym antysemityzmem coraz gorzej.

Gwiazda Dawida ktora mam jest zlota. Ja ostatnio nosze przedewszystkim srebrna bizuterie.

Pojde w ten week-end kupic sobie sobie srebrna gwiazde. Bede ja nosila codziennie.

Dziekuje Wam wszystkim za towarzyszenie mi w tej tak ciekawej ale i tak "zmudnej" drodze do korzeni. 

18:59, sawicka02
Link Komentarze (9) »
środa, 11 października 2006
KADDISZ

6 lat temu, tuz przed zmiana zycia i wyjechaniem do Jury szwajcarskiej, zapisalam sie na seminarium (tak sie to tu nazywa) z "ukochanym" psychologiem Mojego. Ten psycholog N. jest Zydem na pol aszkenadzkim, na pol sefaradzkim.

N. uzywa jako podstawy pracy psychodramat .

Poszlam sobie na te trzy dni bez zadnej idei, bez zadnego wczesniejszego przemyslenia. Byly to "trzy dni tylko i wylacznie dla mnie", taki prezent w tym trudnym przeprowadzkowym okresie.

Bylo nas w grupie okolo 12. Pierwszego dnia przedstawilismy sie wszyscy, on dal nam male czwiczenia. Po poludniu byl pierwszy psychodram jednej z nas. Co jest cudownego w tym psychodramie to to ze wszyscy cos w tej "odgrywanej" scenie zycia odnajdujemy co jest nam wlasne!

Po rozegraniu sceny,kazdy komentuje to co sie wydarzylo i kazdy  znajduje oddzwieki ze swego zycia.

Drugiego dnia, nie wiem zupelnie dlaczego, przyszlam z mysla ze chce tez cos "grac". N: na poczatku nas pyta kto dzis ma ochote cos "odtworzyc". Oczywiscie sie zglaszam.

N: Co chcesz robic?

S: Nie bardzo wiem. Od dawna chodzi za mna rodzina mojego ojca, nie moglam jej poznac bo wszycsy zgineli . Shoah.

N: To jest wazne dla Ciebie?

S: Mysle ze tak. W ogole ich nie znam i nigdy nie bede mogla ich poznac. Nawet nie wiem jak umarli i gdzie zostali zamordowani.

Tu N. zaprasza mnie i pomaga w "konstrukcji" sceny.

N: Jak sobie ich wyobrazasz?

S: Martwych.

N: Gdzie?

S: Nie wiem. Na cmentarzu zydowskim w Warszawie jest miejsce gdzie pochowano wszystkie zwloki z getta. To taka mala zapadnieta polana. Tam bylam. Tam jest taka dziwna atmosfera, tak jak by Oni wszyscy tam byli.....

N: Prosimy uczestnikow by tu przed toba odtworzyli ten cmentarz.

Wszyscy polozyli sie przedemna, jedni na drugich. Jak duzy stos cial.

N: Co chcesz im powiedziec, widzisz, sa tu wszyscy, twoja rodzina, twoi krewni.

S: Chce im powiedziec ze ich kocham i ze nawet jesli ich nie znam to zyja oni we mnie i "przez"emnie ( en moi et à travers moi) zawsze i wszedzie.I ze jestem nieszczesliwa bo ich nie znam i nigdy ich nie poznam i nigdy nie bede mogla z nimi rozmawiac .

I tu mialam wrazenie ze jeszcze nigdy w zyciu nie bylam tak nieszczesliwa. Szlochalam, szlochalam.Mialam fizyczna pewnosc ze jesli nikt mnie nie podtrzyma to padne razem z nimi w ich grob. N. mnie nie dotknal, ale byl kolo mnie bardzo blisko oddalony o pare centymetrow, z otwartymi ramionami. Czulam jak mnie podtrzymuje. Ja szlochalam wszystkimi lzami jakich nigdy nie mialam.

Kiedy juz sie uspokoilam, kiedy juz mialam wrazenie ze wyplakalam caly moj smutek, spokojnie powiedzialam tym wszysztkim bliskim i nie bliskim umarlym ze juz teraz ich znam i  ich nigdy nie zapomne.

Usiedlismy wszyscy w okolo i okazalo sie za nie tylko pochowalam  wszystkich moich ale ta zbiorcza praca pochowalismy bardzo duzo innych ludzi bliskich innym uczestnikom.

Po poludniu pracowalismy z innymi na inne tematy.

Ja wreszcie poczulam sie duzo lepiej. Wreszcie poznalam moja rodzine i moglam ich pochowac. To byl moj Kaddisz.

20:56, sawicka02
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 października 2006
Milicjant

To bylo w okresie "Wielkiej czystki" w gettcie. Tego dnia Ojciec mojego Taty, sie znaczy moj Dziadek i moj wujek Moniek ( brat Taty) wyszli "na miasto". W mieszkaniu byli tylko : Moja Babcia, moja Ciocia Halszka i moj Tata.

Nagle cala ulica jest otoczona SS i milicja zydowska.Przez megafony mozna slaszec "Prosze o wyjscie wszystkich osob z mieszkan i wyjscie na ulice. Nie bojcie sie nic wam sie nie stanie. wezcie ze soba minimum potrzebnych rzeczy". Milicjanci i niemcy wchodz do wszystkich budynkow, stukaja do wszystkich drzwi. Babcia sama z dwojka dzieci, bez meza, nie wie co robic. W koncu decyduje sie na zebranie najwazniejszych rzeczy w torbie. Lomot do drzwi. Zploszona , moja Babcia otwiera. Za drzwiami Milicjant .Patrzy na Babcie, na torbe, na dwojka dzieci z tylu i prosi o szklane wody, ktora Babcia podaje natychmiast . Milicjant wypija wode i mowi "Nich sie Pani schowa razem z dziecmi, niech Pani nie odpowiada na lomotanie w drzwi. Ja powiem ze to mieszkanie jest juz puste", i odchodzi. Babcia , Tata, Ciocia chowaja sie , kto pod lozko, kto do szafy. Czekaja az cisza nastaje na dworze, az po kilku godzinach Dziadek z Monkiem wracaja do pustego budynku.

Nie wiem jak ten milicjant sie nazywal, nie wiem czy przezyl, pewnie nie. Wiem ze dzieki niemu ja sie urodzilam, sie znaczy moj Tata przezyl.

Dlaczego ten czlowiek ocalil (tymczasowo, ale tego nie mogl wiedziec) moja rodzine i w tym samym czasie wyslal do piecow krematoryjnych setki innych?

Kto decyduje, kto wie? Czlowiek, Bog ?   Czy ktos moze oceniac tego czlowieka? Za co mozna go oceniac, za uratowanie mojej rodziny, moze tez innych rodzin czy za wyslanie na smierc dziesiatek innych rodzin!

Odkad znam ta historie nie moge sie zdecydowac na kategoryczne ocenianie innych!

20:27, sawicka02
Link Komentarze (7) »
piątek, 06 października 2006
Cymes

Rodzice Taty nie byli religijni.

Z jego wspomnien wynika ze chodzili do Synagogi tylko w czasie swiat. Kuchnia byla mniej wiecej koszerna .

Natomiast Dziadkowie : Tata Taty mojego Taty (moj pradziadek) byl bardzo bogobojnym zydem, ubrany na czarno:  kaftan, pejsy.

Kiedy w getcie moj Tata zanosil im zupe przygotowana przez jego Mame to zawsze musial klamac  ze „Taaak, zupa jest koszerna” bo inaczej by jej nie jedli, a bieda byla straszna....

Moj Tata tak podswiadomie nie chcial przez dlugi okres czasu sie „przyznawac” do swojego pochodzenia, ze nie wpoil nam tego czego zreszta sam nie mogl wiedziec. Nie moge wiec znac zwyczajow zydowskiego domu.

Czasami w domu jadlo sie rozne dobre dania pochodzenia”zydowskiego”, ale to tak jak w wiekszosci innych polskich domow. Przez wieki wspolnego mieszkania chrzescijan i zydow duzo „cymesow” ( czyli dobrych potraw ) trafialo do innej religi.Gefischte fisch ( nie jestem pewna pisowni) czyli faszerowana ryba , pasztet z watrobek drobiowych, rosolek z kulkami etc, etc.

Zabawne jest zauwazyc jak kuchnia jest najszybszym elementem kultury ktory przechodzi do innych kultur. Popatrzcie na kraje magrebu w polnocnej Afryce. Ten sam Couscous robilo sie we wszystkich domach: katolickich, muzulmanskich  i zydowskich, i juz nie wiadomo kto pierwszy to wymyslil.... 

No widzicie , jestem nie poprawnym lakomczuchem..... Znowu jest o jedzeniu.... ale juz przepis na Couscous dam na tamtym blogu....

11:07, sawicka02
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 października 2006
Religia i narodowosc

Ma Brittany kochana,
na tym caly problem, ze sa ludze dla ktorych bycie Zydem to nie bycie Polakiem....
Ja tylko odpowiadalam FG, ze jak jestem tak zostane.... Polka i Zydowka, tak jak mozna byc Polakiem i Katolikiem, Polakiem i Muzulmaninem.
Ja tez o tym nie wiedzialam ze jak mowie ze jestem Polka to natychmiastowo wiekszosc ludzi mysli ze jestem koniecznie Katoliczka.  Jak bym byla Wloszka to tez tak by bylo. Jak bym byla Sudanka, to wiekszosc osob by myslala ze jestem muzulmanka.

Dla mnie odpowiedz jest ze sa dwie rzeczy: wiara i zwiazana z nia religia i narodowosc.
Napisze wiecej jak bede mial czas.

No ; teraz mam troche czasu ...

Tak ogolnie, to ja ogolow nie lubie !

Nigdy nie powiem ze wszyscy Niemcy byli faszystami, ani wszyscy Polacy antysemitami bo jest to nieprawda.

Natomiast istnieli i istnieja , w Europie i w reszcie swiata ludzie ktorzy uwazaja sie lepsi od innych, "czysciejsi" i uwazaja ze innych ludzi , troche od nich odmiennych trzeba znisczyc. Ci inni to moga byc zydzi, arabowie, chrzescijanie, mieszkancy Bosni, Czeczeni, Palestyny,Israela , Iraku, etc. Lista niestey moze byc dluga, za dluga.

Ja nie chce i nie mam ochoty kogokolwiek osadzac. Ja chcialabym  zrozumiec w jaki sposob czlowiek; taki sam jak ja nagle z "normalnego czlowieka" wpada na druga strone czlowieczenstwa i juz tam zostaje. Jakie nieszczescia, jakie braki  sprawiaja ze caluje rano swoje dzieci a godzine pozniej zabija dzieci innych.

Nie jestem ani psychiatra, ani filozofem. Jestem tylko zwykla kobieta ktora mysli ze to nasze wlasne nieszczescie sprawia ze stajemy sie zli. Jestesmy zli dla innych bo jest nam zle ze soba. Nie mamy milosci dla innych bo sami nie jestesmy kochani.

To nie jest proba przebaczanie, tylko proba zrozumienia.

Mam kolezanke w pracy ktorej maz jest Niemcem, wystarczajaco starym zeby miec w swoim atelier trabki z choragiewka ze swastyka. Bylismy kiedys u nich na aperitifie i Moj  (widzac ta trabke) zaczal go wypytywac o mlodosc, o wspomnienia.

I wiecie co , ten Niemiec wydal mi sie duzo bardziej nieszczesliwy niz Moj ojciec. W czasie wojny po raz pierwszy i jedyny ktos ( jego szefowie) sie nim zajeli, pokazali mu ze jest czegos wart.  W jego druzynie "mlodych hitlerowcow" znalazl to co mu brakowalo i co mu nadal brakuje. 60 lat po wojnie a on czuje nostalgie do tego uczucia tej przyjazni ktora wtedy czul.

Musze Wam powiedziec , ze w zyciu bym nie przypuszczala ze jestem w stanie sprobowac go  zrozumiec  . Dla mnie on jest w pewnym sensie ofiara wojny.

 

 

 

14:36, sawicka02
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2